sobota, 21 grudnia 2019

Wesoły tag Studia Parapet

Cześć wszystkim. Wpadł mi do głowy pomysł, że skoro jest nas tak mało i wraca tak bardzo aktualny temat hej blogosfera umiera zróbmy tag. Ja wiem, że to nie recepta na brak blogów, ale czemu nie. Nigdy jeszcze żadnego nie stworzyłam, a mnie osobiście taka forma wpisu zaproponowana w czerwcu przez lpsfoto bardzo rozruszała i znowu zaczęłam pisać, a nie tylko wrzucać kolejne samotne foty. Może ma to jakieś właściwości nawiązywania relacji między blogami, hmm? Pobawmy się, nominuję was wszystkie. To może jakaś edycja świąteczna?
  1. Ostatni raz kiedy dostałaś LPS na święta?
  2. Bawiłaś się w wigilię dla LPS?
  3. Planujesz post z okazji Bożego Narodzenia?
  4. Świąteczne piosenki?
  5. Marzenie pod choinkę?
  6. Opisz nam ja wyglądasz.
  7. Jaką masz osobowość?
  8. Dlaczego założyłaś bloga?
  9. Hobby poza LPS?
  10. Ulubiony film za pomocą gifa?
  11. Niespełnione marzenie LPS z dzieciństwa?
  12. Masz gadżety Littlest Pet Shop?
  13. Powiedz, kto wie, że zbierasz plastikowe figurki.
  14. Prowadziłaś wcześniej inne blogi LPS?
  15. Wesołych świąt.
Zapraszam do wzięcia udziału w tagu. Szło mi mozolnie, a do świąt zostały już tylko dwa dni. Z tego powodu sama nie napisałam jeszcze własnych odpowiedzi, ale zrobię to! Udostępniam i zachęcam do odpowiadania na pytania na swoich blogach. Ten gif jest dosyć... przerażający.

sobota, 14 grudnia 2019

Still as the night



Dni kiedy możesz wziąć ze sobą kilka małych figurek, aparat i psa, a potem przejść przez podwórko, gdzie za furtką czeka na ciebie bezkres zieleni i nieba w moim ulubionym maryjkowym kolorze są dla mnie bezcenne. Dzisiaj będę Henrykiem Szaleńcem, który szuka dla was kwiatów... ups, miałam mówić w listopadzie, ale podobno jest już środek grudnia. To może chociaż hipiskiem szaleńcem. Zdjęcia proste i od serca, zrobione podczas przechadzki po polu niemającego wtedy dla mnie znaczenia dnia ani godziny ubiegłego lata. 

sobota, 7 grudnia 2019

Of all of the evils of this town


  Den forsvundne fuldmægtig       


Żeby zburzyć narrację, którą sama zdążyłam sobie narzucić tym aksamitnym cytatem i niewątpliwie nawołującym do refleksji gifem domowej roboty, opowiem wam jak z uśmiechem na ustach wydałam fortunę na winyle, książki oraz, co najważniejsze, osiem figurek.

sobota, 16 listopada 2019

Flakon



Dzisiejsza bajka opowiadać będzie o Falkonie, nie żadnym flakonie,  czyli dorocznym festiwalu fantastyki organizowanym w moim mieście. Cieszy się tutaj naprawdę dużą popularnością, mimo to sama wzięłam w nim udział dopiero pierwszy raz. Miałam wybrać się razem z grupą znajomych w piątek, jednak komplikacje zaszły na tyle daleko, że znalazłam się tam dzień później, z młodszą siostrą i brakiem pięćdziesięciu złotych w kieszeni. Kiedy stajesz samemu w tłumie, cały festiwal może rzeczywiście wydać się tylko kupą stoisk i biegającym tłumem. Tak więc, jedyną rozrywką jaka mi pozostała, było rzeczywiście przeglądanie tych wszystkich gadżetów, na przemian ze sprawdzaniem czy siostra się gdzieś nie zapodziała i nadal gra na tej konsoli. To mógłby być mój marny koniec, gdyby nie błyskotliwy pomysł zabrania aparatu i te wszystkie piękne cosplaye, którym mogłam zrobić zdjęcia.


poniedziałek, 11 listopada 2019

Czwarte urodziny

Miałam wstawić brokatowy wieniec z pet shopów, ale wydał mi się zbyt blady. Zresztą już widzę tę miniaturkę z pierwszym zdjęciem i urywkiem świecących figurek. Nie, nie, nie. Byłby jednak adekwatny do okazji, bo właśnie dzisiaj mija czwarty rok od założenia Studia Parapet. Świętujemy. Nie przygotowałam żadnej patetycznej przemowy i właściwie jeszcze nie mam pojęcia jak skończy się ten post, ale skoro zdecydowałam się opisać to wielkie wydarzenie, musi mną kierować jakieś przywiązanie. A tak, bardzo lubię robić i dzielić się z wami zdjęciami, czasem coś napisać. Hah, przypomniało mi się. W pierwszym poście zapowiadałam jak to niedługo opowiem o mojej ukochanej figurce. "I na deser mój ulubiony model, o którym na pewno niedługo napiszę - welsh corgi pemroke. Nadałam mu imię Cody" Tadah, czekał na to prawie cztery lata. Zagadałam się, nie o to chodzi. Chciałam powiedzieć, że tak bardzo porównywałam go do jakichś "drugich szans", a w sumie przypomina mi Deana Moriarty'ego z "On the road" Jack'a Kerouac'a. Nie? Znowu mówię coś z dupy.



Szmat czasu. Woah, pierwszy wpis wrzuciłam zaczynając gimnazjum, a za rok matura. Studio Parapet to taki mały prywatny zakątek internetu, o którym oprócz was wie doprawdy wąskie grono osób. Ciężko nawet nazwać to gronem, bo jeśli nie liczyć najbliższej rodziny, o istnieniu bloga została tylko poinformowana moja przyjaciółka i były kolega, z którym nie mam kontaktu od dwóch lat. O samym zbieraniu figurek wie jeszcze tylko jedna osoba z klasy. Niech tak zostanie. Strona jest dostępna dla wszystkich, ale tak naprawdę zainteresowanemu ciężko byłoby ją odnaleźć.  Za to lubię blogi. Właściwie już całkowicie wyparte przez, nazwijmy to, szybsze i prostsze formy dzielenia się, dają możliwość bardziej szczerego, mniej ikonkowego kontaktu. Lajk za lajk, gdzieś tam wrzucone dwa serduszka. Co wrzucę na instagrama jakieś rysunki albo lalki, zaraz dowiadują się o tym wszyscy znajomi, bo nawet jako hipisegon123 wyświetlam się jako proponowany profil w promieniu stu mil.